
Zakochana prostytutkaTeatralna Grupa Verte skupia młodych artystów, którzy nie boją się ryzyka artystycznego ani obyczajowego. Zabrali się więc do inscenizacji jednego z tekstów Adama Rappa. To amerykański pisarz, dramaturg, reżyser i muzyk, do którego przylgnęła opinia autora kontrowersyjnego, niestroniącego od wulgaryzmów i wyuzdanych opisów erotycznych. Dramat "Zima w czerwieni" z 2005 roku przyniósł Rappowi nominację do prestiżowego Pulitzera. Teraz - za sprawą Grupy Verte - mamy okazję sami zobaczyć historię dwóch kumpli, którzy w Amsterdamie poznają prostytutkę, oczekującą od jednego z nich miłości zamiast pieniędzy za seks. Uczuciem obdarza ją jednak ten drugi, na którego nie zwraca uwagi. Sztuka zaczyna się jak telewizyjny sitcom i stopniowo przeradza w przejmującą opowieść o trójkącie miłosnym z wszystkimi możliwymi komplikacjami, jakie taki układ może spowodować. Ogląda się to z wielkim zainteresowaniem. Filip Przedpełski - Newsweek Polska nr 13/03.04
W trójkącie, czyli krajobraz z czerwoną sukienką w tleIch dwóch, ona jedna. Miłosny trójkąt pojawia się na scenie eksperymentalnej teatru Rampa w produkcji „Zima w czerwieni" Grupy Verte. Skromne przedstawienie doszło do skutku dzięki determinacji młodych twórców ze spontanicznie powołanej do istnienia Grupie Verte. Zaskakujące, że udało im się wystawić tę sztukę w Rampie, kojarzącej się jednak z innym repertuarem. Dramat Adama Rappa w wykonaniu młodych aktorów to subtelny portret trójki ludzi zaplątanych we własnych emocjach. Dwóch przyjaciół, Matta i Daviesa, poznajemy w Amsterdamie. Obaj sprawiają wrażenie studentów korzystających z życia. Stopniowo jednak odsłania się przed nami bardziej skomplikowany związek ich relacji, w której mieszają się w równych proporcjach przyjaźń, nienawiść, zazdrość i współczucie. Prostytutka Christine pojawi się w ich życiu jako doraźny lek na problemy. To ona stanie się dla obu katalizatorem, który doprowadza do zrzucenia przybranych wobec innych beztroskich masek. Choć sama początkowo gra niespełnioną francuską artystkę, najszybciej odsłoni prywatne emocje. I równie szybko przegra, bo w tej rozgrywce utrzymają się tylko ci, którym najdłużej udaje się zachować pokerową twarz. Temperaturą emocji i napięciem między trójką bohaterów przedstawienie może kojarzyć się chwilami z „Closer" Patricka Marbera. Podobnie jak w tym dramacie, uczucia stają się przedmiotem wymiany, który w każdej chwili można odłożyć na półkę albo zamienić na inne. Reżyserka „Zimy w czerwieni" Karolina Kirsz delikatnie buduje świat pustki emocjonalnej Matta, Davisa i Christine, którym maski pozorów na stałe przyrosły do twarzy. Tylko w niemych, rozgrywanych powolnie w rytmie muzyki scenach możemy na chwilę zajrzeć w ich wnętrza, gdzie skrzętnie ukrywają rozpaczliwą tęsknotę za bliskością. Agnieszka Rataj, Życie Warszawy, 20.03.2011
„Zima w czerwieni" w Teatrze RampaNie wymagam od teatru by zmieniał, uświadamiał, by bolał do szóstej rano. Jeśli czasami się to zdarzy, to świetnie. Na czas przedstawienia oczekuję by moje myśli zatrzymały się tu i teraz... Miłość rodzi się z lęku i w lęku umiera. Jeśli umiera. Po drodze jest zachwyt, nadzieja, namiętność, czekanie, nieznośne czekanie, chwile intymności, obecność, a potem tęsknota. Czyjaś sukienka, powiedzmy czerwona. Zdjęcie lub zapach, muzyka i ta myśl, że padał śnieg, że wtedy padał śnieg. Bo chociaż każda relacja jest unikatowa, jej budulec jest uniwersalny, tak jak uniwersalny jest lęk. Adam Rapp napisał świetny dramat „Zima w czerwieni", za który otrzymał nominację do nagrody Pulitzera. Premiera sztuki odbyła się 18 marca w Teatrze Rampa na scenie eksperymentalnej. Z tekstem zmierzyła się grupa Verte, ze skutkiem bardziej niż zadowalającym. Opowiedzieć o nieodwzajemnionej miłości bez patosu, nadęcia i znużenia widza to ryzykowne zadanie. Karolina Kirsz zrobiła to świeżo i autentycznie. Na uwagę zasługuje magnetycznie dobrana muzyka. Jednak przestrzeń (niebieska ściana i zbyt małe odległości) prosi o zmianę na większą. Scenografia również mogłaby być bogatsza, tak by widz mógł zanurzyć się totalnie. Matt (Piotr Tołoczko) jest początkującym pisarzem, którego spotykamy gdzieś pomiędzy pustką, niespełnieniem a chęcią śmierci. Przyjaźni się z Davisem (Konrad Bugaj), cynicznym i zabawnym wydawcą, pozbawionym umiejętności wyrażania uczuć inaczej niż agresywnie. Przyjaciół poznajemy poprzez ruch i szybko padające słowa. Ich relacja jest toksyczna. Krążą pomiędzy rolą ofiary i prześladowcy chcąc być uratowanymi. Przez miłość oczywiście. Ta zjawia się pod postacią zmysłowej prostytutki Christiny (Katarzyna Czapla). Ma przynieść ukojenie, zapomnienie. Jest swoistym prezentem dla Matta, który od kilku lat żyje w celibacie. A dalej, jak często w trójkącie, od ekscytacji i zabawy, widzowie podróżują za aktorami do niespełnienia i bólu w samotnym mieszkaniu. Widz od samego początku jest zawłaszczany. Nie ma czasu na analizę, widzi, słyszy, traci rzeczywistość. I dobrze. Nie wymagam od teatru by zmieniał, uświadamiał, by bolał do szóstej rano. Jeśli czasami się to zdarzy, to świetnie. Na czas przedstawienia oczekuję by moje myśli zatrzymały się tu i teraz. Idę do teatru by znaleźć ciekawą historię, opowiedzianą w poruszający sposób. Taka jest „Zima w czerwieni", nie zmienia życia, zajmuje je na chwilę. Początkowy dynamizm, zamienia się w późniejszą refleksję. To jak podróż od zakochania do dojrzałej miłości, spokojniejszej. Nie często scena seksu pokazywana jest w tak zmysłowy, bolesny a zarazem autentyczny sposób – świetny duet Katarzyny Czapli i Piotra Tołoczki. „Zima w czerwieni" zamyka samotność w marzeniu sennym, a lęk przed intymnością zamienia w brutalne gesty i słowa. W ten sposób sztuka wskazuje na ten niepokojący, wstydliwy, ale dostępny fragment każdego z nas. Robert Rient, wywrota.pl |