heder_loga-new

Newsletter



syrenka_targowek

biplogo

Pinokio

czyli świerszczowe opowieści

musical familijny Cezarego Domagały i Tomasza Bajerskiego

 

Sen o Pinokiu

Małym niegrzecznym chłopcom czasami zdarza się, że gdy zasną śni im się, że zabawki ożywają, a oni sami stają się drewnianym pajacykiem. Pinokiem, którego trzeba nauczyć dobrych manier.

Mali chłopcy najbardziej lubią rozrabiać. Małe dziewczynki dzielnie im sekundują. Mali chłopcy marzą o tym, żeby zamiast chodzić do szkoły, mogli zamieszkać w Krainie Zabawek. Małe dziewczynki nie pozostają z tyłu. Mali chłopcy wolą sprzedać elementarz i pójść do teatru marionetek, niż uczyć się pilnie nowych literek. Małe dziewczynki chętnie idą z nimi. Mali chłopcy i małe dziewczynki rzadko wtedy myślą o swoich rodzicach.

Tak samo Pinokio. Wyrzeźbiony z drewna pajacyk, dostał życie od biednego stolarza Dżepetta. Jego historię zna prawie każde dziecko na świecie. O tym, jak oglądał marionetki, zamiast uczyć się pilnie w szkole. O tym, jak dał się oszukać i wszystkie pieniądze zakopał
na Polu Cudów, gdzie okradli go lis z kotem. O tym, jak trafił do budy i, zamiast psa, pilnował obejścia. O tym, jak próbowała go ocalić Dobra Wróżka i jak uciekł od niej do Krainy Zabawek i wiecznego lenistwa. O tym, jak wyrosły mu uszy i zmienił się w osła. O tym, jak trafił do cyrku. I na końcu o tym, jak połknął go wieloryb, a w jego brzuchu spotkał swojego ojca - Dżepetta.

?Pinokio" w Teatrze Rampa jest musicalem dla całej rodziny. Dzieci doskonale czują się na widowni: śmieją się i bawią razem z bohaterami. Ostrzegają Pinokia, podpowiadają mu, co ma robić i gdzie uciekać, gdy grozi mu niebezpieczeństwo. Dziewczynka siedząca koło mnie co chwilę z niepokojem pytała tatę, czy Pinokio na pewno odnajdzie swojego ojca. Inna naśladowała taniec niesfornych uczniów na scenie.

A przy tym, co szczególnie ważne, jest to spektakl ciekawy również dla rodziców. Zapewne inaczej dorośli, a inaczej dzieci odczytają piękną plastycznie scenę w Teatrze Marionetek. Pięć postaci rodem z komedii dell'arte, zawieszonych na sznurkach, śpiewa smutną piosenkę o drewnianych lalkach pozbawionych duszy i serca, poruszanych dla uciechy innych.

Wszyscy zaś jednakowo dobrze bawią się przy piosenkach śpiewanych przez Dorotę Osińską - tytułowego Pinokia. Zwłaszcza, gdy śpiewa w chórze innych niesfornych uczniów, zamienionych w osły: ?Nauk z życia nie wyniosłem/ I dlatego jestem osłem/ Czyja to jest wina, czyja?/ Chyba moja - ija, ija."

Sen o Pinokiu dobiega końca i mały, niegrzeczny chłopiec budzi się. Chyba trochę dojrzalszy i mniej niegrzeczny. A mali widzowie Teatru Rampa? Być może, pamiętając skoczne i łatwo wpadające w ucho piosenki, zapamiętają również na dłużej Pinokia? I, podaną w ładnym opakowaniu, lekcję dobrych manier, elementarz każdego dziecka.

Marianna Lis
Dziennik Teatralny Warszawa, 3 lutego 2009

 

Gdzie się podział długi nos Pinokia

Mocny głos scenicznego pajacyka porywa widzów najnowszej premiery Rampy

- Czy te piosenki na pewno są nowe? - spytała mnie nastoletnia córka po przesłuchaniu płyty dołączonej do programu "Pinokio, czyli świerszczowe opowieści". Otóż to. Z premierą teatru Rampa jest kłopot. Trudno oceniać ją jako nowość, ale też działa to bardziej na korzyść niż na niekorzyść przedstawienia inspirowanego książką Collodiego.

Dziesięć lat temu w teatrze Syrena pojawił się spektakl "Pinokio, czyli muzyczna opowieść o dobrym wychowaniu". Adaptatorem i reżyserem był, jak przy najnowszej wersji, Cezary Domagała. Za stronę muzyczną odpowiadał Tomasz Bajerski. Z tamtej inscenizacji zapamiętałyśmy z córką min. piosenkę marionetek: "Całe życie zawieszani na sznurkach cieniutkich/Czyimś ruchem poruszani dla uciech malutkich..." i mocno pouczający ton całości.

W nowej adaptacji pojawiły się piosenki z dawnego spektaklu. Niektóre, jakby na siłę, doczepione do nowego konceptu, na przykład ta o dobrym wychowaniu, w trudnym dziś do przełknięcia stylu a la Jachowicz (autor "Chorego kotka"). Adaptator starał się zdynamizować dawne pomysły, poprzestawiał część scen i rozbroił przyciężkawy dydaktyzm dowcipnymi grepsami.

Choreograf nadał opowieści dobre tempo, a filigranowej Dorocie Osińskiej (Pinokio
z zaskakująco mocnym głosem) udało się przemycić jazzująco-swingującą interpretację dawnych piosenek. Powstał porządnie zrealizowany familijny spektakl, budzący jednak pewne wątpliwości. - Dlaczego nos Pinokia nie rósł? - rzuciła po opadnięciu kurtyny, świetnie bawiąca się podczas przedstawienia, 8-letnia Agnieszka.?


Jolanta Gajda-Zadworna
Życie Warszawy nr 32/07.02
09-02-2009