
|
Awantura w piekle musical familijny w reż. Cezarego Domagały
AWANTURA W PIEKLE, czyli Jak diabły w Rampie przed złem ostrzegały
Diabeł to dziwny facet. W odróżnieniu od nieprzemijająco pięknego i dobrego anioła ma on wiele twarzy i wciąż się zmienia, co i rusz dostosowując się do społecznego nań zapotrzebowania. Mamy więc diabła średniowiecznego - rogatego i z lekka utykającego na nóżkę jegomościa (gdyż trzewiki niezbyt pasują na jego kopytka), diabła szlacheckiego (Boruta), chłopskiego (Rokita) i najbardziej chyba teatralnego - diabła jasełkowego (w peruce i krótkich, obcisłych pludrach). Mamy wywodzącego się z ludowych opowieści diabła-gajowego w zielonym lub czerwonym kubraku, który swoje różki skrzętnie skrywa pod myśliwskim kapelusikiem. Jest również diabeł wolterowski (np. w Darczance Mickiewicza), diabeł sarmacki (w Pani Twardowskiej) oraz upoetyzowany na romantyczność piękny
Spotkaniu człowieka i diabła zawsze towarzyszy pewien układ, w którym stawką za każdym razem jest ludzka dusza. Można na nią gładko i bez większych ceregieli podpisać cyrograf, by uzyskać wieczną młodość i powodzenie (Faust), można też się trochę potargować i zapędzić czarta do roboty (Pani Twardowska), albo zagrać o duszę w karty, na przykład ?w mariaszka" (Igraszki z diabłem). Tyle tylko, że gra z diabłem wymaga od człowieka nie lada zdolności, bo przeciwnik zawsze oszukuje. Kto jednak słyszał, by gra W piekle zaś dzieje się nie najlepiej. Atmosfera ciągłych intryg i oszczerstw zmusza do działania samego władcę, Lucyfera. Powodem jego troski jest Kaduk, agent do zadań specjalnych o kryptonimie X-23. Jest to diabeł nieudacznik, który (o zgrozo i wstydzie!) ma anielskie serce. ?Był sobie pewien diabeł, co nie chciał diabłem być. Było mu coraz trudniej z innymi w piekle żyć". Otrzymuje on ostatnią szansę - musi sprowadzić na złą drogę jakiegoś śmiertelnika. W tym celu zostaje teleportowany do jednego z polskich klubów młodzieżowych, ale tam zamiast kusić, ostrzega przed czyhającymi zewsząd niebezpieczeństwami. Nauczyciel tańca, niejaki Master, który bardzo polubił sympatycznego diabła, postanawia pomóc mu wyzwolić się z czarciego losu. Udaje się więc do piekła i staje do gry z Lucyferem o duszę Kaduka. ?Kaduk bowiem jako bies całkiem nieprzydatny jest. W jego ciele człek się kryje A w człowieku dusza żyje". Jak to zwykle w bajkach bywa - zwycięża, w rezultacie czego ?pierwszy raz w historii piekieł/ diabeł staje się człowiekiem". Tak wygląda pokrótce główny wątek fabularny musicalu, zręcznie opowiedziany przez twórców. Jego akcja toczy się na zmianę: w piekle i w Polsce, gdzie w realistycznych scenach ujęta zostaje spora dawka dydaktyki, bo co by nie mówić Awantura w piekle jest jakąś formą moralitetu. Ubierając 7- i 8-zgłoskowe wiersze we współczesny kostium reżyser, Cezary Domagała, podkreśla, że zło przybiera najrozmaitsze oblicza i dzisiaj diabeł to nie jest śmieszny fircyk, ale bardzo groźne, chociaż z początku wyglądające całkiem niewinnie, eksperymenty z narkotykami, alkoholem, hazardem i przypadkowym seksem. To ostrzeżenie wzmocnił (a przy okazji dodał przedstawieniu pewnej pikanterii), zestawiając scenę kuszenia Mastera
Obok treści dydaktycznych główny nacisk w musicalu położono na kostiumy, muzykę Na scenie jest czerwono i gorąco, bucha piekielny ogień, snują się kłęby dymu. Sam Lucyfer, grany przez Zbigniewa Konopkę, jest bardzo ludzki i jeśli jest w dobrym nastroju, potrafi być wyrozumiały, dobroduszny i sprawiedliwy. Ma jednak swoje humory, zwłaszcza gdy się nie wyspał lub męczy go czkawka. W żadnym wypadku i ani na chwilę nie przestaje być władcą piekła, ma nawet swój diabelski znak - pentagram i sygnet, mocą którego przyzywa i zniewala. Jego uniżony sługa, Belzebub (Maciej Gąsiorek) cały czas nerwowo zaciska ręce i kuli się ze strachu. To słaby diabeł, który lubi przebywać w towarzystwie silniejszych od siebie i w nich szuka oparcia. Jest to rola wyraźnie inspirowana postacią Glizdogona z powieści Harry Potter J.K. Rowling. O Asmodeuszu Piotra Furmana niewiele można powiedzieć, może tylko tyle, że ubrany jest w wiśniowy tużurek i nosi harcap. Grany przez Roberta Kowalskiego Boruta jest natomiast bardzo współczesny - zamiast kontusza
Ku swojemu zdziwieniu Kaduk wkrótce odkrywa, że ziemia nie różni się tak wiele od piekła i że wśród ludzi nie jest wcale lepiej niż u diabłów. Słowa finałowej piosenki mówią, że w każdym z nas tkwi ziarenko zła i niepotrzebna jest szczególna ingerencja diabelskich sił, by złu pozwolić się rozwinąć. Dzisiaj człowiek sam nakłada na siebie pęta, sam się niewoli pozwalając, by nałogi i uzależnienia przejęły nad nim kontrolę. ?Zło z piekła nie przychodzi Samo się w człowieku rodzi".
Marta Płatek
Pub "Piekiełko" Wprowadzić zamieszanie w piekle, bo jeden z diabłów nie chce sprowadzać tam złych dusz prostą drogą grzechu? Pomysłu nie powstydziliby się cyrkowcy Pythona, a jeśli dodamy do tego szatańskie kasyno i Borutę z sumiastym wąsem, owiniętego szalem w polskich barwach pędzącego na motocyklu, to mamy zbiór naprawdę absurdalnych pomysłów. Można żałować tylko, że autorzy nie zaryzykowali takich więcej. Rozumiem, że gabaryty sceny oraz widownia, do której spektakl jest adresowany, uprościły trochę - u podstaw dającą dużo możliwości - fabułę. Rozumiem - czytelny podział na dobrych i złych, na piekło i ziemię, ale obserwując reakcje młodych ludzi, pomyślałem, że należałoby bardziej im zaufać i sprawę choć trochę skomplikować. W końcu kto poza Lucyferem zebrał największe owacje? Otóż wspomniany, absurdalny i epizodyczny -niestety- Boruta. Podziwiam zgranie zespołu, który nawet przy zbiorowych scenach zachował dobre tempo i porządek; podziwiam organizację, gdy w tym samym momencie na scenie zmieniała się scenografia, a widz mógł to zauważyć dopiero po skończeniu układu. Przy pozornym zachowaniu popkulturowej straszności Lucyfera i jego świty cieszy nawias, w jaki zostali wzięci. Ich groźby nawet przez moment nie straszą, a knowania czynią podwładnych władcy piekieł żałosnymi. Niezwykły jest Belzebub (Maciej Gąsiorek), który przypomina raczej zaszczutego, zmęczonego urzędnika niż władcę much i komarów. Widać, że twórcy odrobili lekcję nie tylko
Łukasz Urbaniak,
|