|
ZŁOTA KACZKA musical familijny w reż. Jana Szurmieja
Cuda na Pawiej
(...) Różnorodne piosenki czerpiące z warszawskiego folkloru i muzyki rozrywkowej nie pozostawiają widza obojętnym. Zwłaszcza, że towarzyszą im ciekawe taneczne układy. Zła królewna zaklęta w kaczkę jest odpowiednio demoniczna; przybywający z dalekiego świata wędrowiec wciąga w jazzowe rytmy, a zakochana para ujmuje liryzmem. Czytelne teksty (co nie tak często zdarza się w muzycznych spektaklach) autorstwa Andrzeja Ozgi Reżyserowi (a zarazem inscenizatorowi i choreografowi) Janowi Szurmiejowi udało się ożywić znaną legendę. Pozostając w baśniowych dekoracjach (w dużej części wykreowanych i animowanych za pomocą komputera) stworzył dynamiczną opowieść, na którą z powodzeniem można zabrać nie tylko dzieciaki ale i dorosłych przyjaciół odwiedzających Warszawę.
Życie Warszawy, luty 2005
Złotym pyłem w oczy
(...) legenda przedstawiona jest w prostej, ale bardzo efektownej scenografii Krzysztofa Baumillera. Scenę przecinają ekrany, na których wyświetlane są ?pocztówki" z Warszawy. Aktorzy śpiewają melodyjne piosenki Piotra Rubika wzbogacone nowoczesnymi aranżacjami. Złota Kaczka (Katarzyna Kozak/Katarzyna Żak) pojawia się w latającej karecie i efektownie sypie wokół złotym pyłem. Przygody Pietrka (Janusz Kruciński), który wpadł w jej sidła,
Rzeczpospolita, luty 2005 Baśniowo w Rampie
(...) Ta z pozoru lekka baśń stawia fundamentalne pytania: o miłość i przyjaźń. Nad całością tej scenicznej baśni czuwa Kapitan - Mag, czyli Robert Kowalski, aktor dysponujący rewelacyjnymi warunkami wokalnymi. Niewątpliwie największym walorem spektaklu jest muzyka. Jej autor Piotr Rubik bawi się dźwiękami, wprawiając widza Fragmenty recenzji Marzeny Rutkowskiej ,
ROZTAŃCZONA LEGENDA (...) Bardzo sprawnie spisali się realizatorzy tej inscenizacji, a Szurmiej ze znanym sobie mistrzostwem skonstruował opowieść lekką, zabawną i rozśpiewaną. Sama treść nie jest wierną kopią bajki o Królewnie zaklętej w Złotą kaczkę, tylko wybiegającą w przyszłość dalszą historią warszawskiego skarbu. Zabiegi te nie szkodzą jednak przedstawieniu. Przeciwnie, wprowadzają nowe ciekawe i utrakcyjniające je elementy. Scenografia Krzysztofa Baumillera jest kolorowa, przedstawiająca raz wnętrze pracowni mistrza Jędrzeja, raz nadwiślańską panoramę Warszawy, innym razem podziemia starego zamczyska, albo reprezentacyjną komnatę Wójta Warszawy. Wielobarwne kostiumy warszawskich mieszczan dobrze współgrały z pogodnymi, dobrze ułożonymi dialogami, a także kolorowymi i wesołymi piosenkami. Trzeba tu docenić bezsporną zasługę Piotra Rubika. Jego muzyka napisana specjalnie do tej inscenizacji nadaje charakter całemu spektaklowi. Ciepła i lekka w odbiorze, niezbyt trudna do nucenia, od początku wprowadza dobry nastrój nie tylko na scenie, ale również wśród małych i dorosłych widzów. Jej zaletą jest również i to, że właściwie nie ma utworów słabych i nastrój wywołany pierwszą piosenką "Warszawskie cuda" zaśpiewaną przez cały zespół, pozostaje do końca, malując się uśmiechem na twarzach opuszczających teatr widzów. Na szczególne brawa zasługuje trójka artystów. Agnieszka "Fajka" Fajlhauer kreująca w tym przedstawieniu dwie role - Szynkarki oraz Żony Wójta spisując się w każdej z nich znakomicie. Mimo delikatnej urody obdarzona jest zdumiewającą dynamiką, co dodatkowo podkreśla jej wykształcony, musicalowy głos. Także Katarzyna Kozak doświadczona aktorka, która bardzo dobrze się czuje w muzycznych przedstawieniach nie zawiodła i tutaj. Potrafiła swoim śpiewem skupić na sobie uwagę publiczności szczególnie w piosence "Złota kaczka" zaprezentować wysoki poziom wokalny i nadać kobiecego blasku niezbyt pozytywnej roli Księżniczki. Na scenie królował jednak znakomity aktor i wokalista, sprawdzony już nie jeden raz przez widownię tego jednego z najbardziej warszawskich teatrów - Robert Kowalski. Jego postać od początku do końca bawiła, ale i niepokoiła - szczególnie najmłodszych widzów - swoim tajemniczym zachowaniem wobec głównego bohatera Pietrka. Jaka była tego przyczyna wszyscy dowiadujemy się na końcu przedstawienia. Rola rozśpiewanego, roztańczonego, emanującego ciepłem i radosnego Maga-Capitano na długo pozostanie w pamięci uczestników tego muzyczno-tanecznego happeningu. Happeningu, ponieważ do wielokrotnego śpiewania na bis artyści zaprosili na scenę wszystkie dzieci, które z sobie tylko właściwą swobodą okazywały radość tańcząc i bawiąc się wraz z całym wspaniałym zespołem Teatru Rampa, ku radości zdumionych i dumnych ze swoich pociech rodziców. (...) Fragmenty recenzji Ryszarda Klimczak z Dziennika Teatralnego, 21.02.2005 |