
|
Oskary, Oskary... czyli piosenki ze statuetką Odgrzewane, ale dobre!Chcąc wyrazić opinię o "Oskarach..." Jerzego Satanowskiego, wypadałoby najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie: z czym właściwie mamy do czynienia? Sztuka muzyczna, koncert, recital? Ja użyłabym określenia: widowisko muzyczne o zabarwieniu kabaretowym. Bo też "Oskary..." nie pretendują do miana spektaklu w pełnym tego słowa znaczeniu. Andrzej Poniedzielski swoje satyryczno-poetyckie wtręty między piosenkami nazywa "poe-trickami", "kamera-łkami" i "s-kinieniami". Sami aktorzy - Dorota Osińska i Robert Kowalski - bawią się wykonywanymi przez siebie utworami, zręcznie wykorzystując do tego różnice Niekwestionowanym atutem "Oskarów..." jest jakość literackich przekładów. Pojawiają się takie nazwiska, jak Osiecka, Marianowicz, Czapińska, Kołakowski, Ozga. Niewielki to wprawdzie wysiłek - wziąć największe filmowe evergreeny w najlepszych tłumaczeniach i skleić coś z tego. Ale też trzeba przyznać, że nieczęsto mamy okazję usłyszeć po polsku songi: "Moon River", "Beauty & The Beast", "Papa, Can You Hear Me?" czy napisany specjalnie do filmowej wersji "Evity" utwór "You Must Love Me". Kiedy dodamy do tego nowe aranżacje Pawła Lucewicza i niezwykle przejmujący głos Doroty Osińskiej, która w tym repertuarze naprawdę błyszczy, może się okazać, że nie każdy "odgrzewany kotlet" jest niesmaczny. Małgorzata Lipska, portal musical.pl, 6 kwietnia 2008
"Oskary, Oskary..." w Teatrze Rampa w Warszawie
Byliśmy na przedpremierowym przedstawieniu nowej propozycji Jerzego Satanowskiego - spektaklu muzycznego poświęconego 24 piosenkom nagrodzonym przez Amerykańską Akademię Filmową. Jerzy Satanowski do współpracy zaprosił Dorotę Osińską. Kobietę przyjemnie niewielką, ale o pięknym i mocnym głosie, laureatkę wielu ważnych konkursó Nasze zainteresowanie tym spektaklem wynikło stąd, że Andrzej Poniedzielski jest autorem słowa wiążącego (jak je nazwał: poe-tricki, kamera-łki, s-kinienia) wykorzystanego (w zbyt małym stopniu naszym zdaniem) w spektaklu oraz dwóch z 24 piosenek spektaklu (I just called to say I love you z filmu Kobieta w czerwieni, oraz Cantina band z filmu Gwiezdne wojny). Było tym ciekawiej, że Andrzej Poniedzielski był osobiście na tym przedstawieniu i mogliśmy obserwować jego - cyt. nie histeryzujmy - reakcje. Słuchało się pięknie. Zawsze słucha się dobrze te piosenki, które już znamy. Dykcyjnie i interpretacyjnie nie można nic zarzucić wykonawcom, może poza nadmierną i niewyszukaną "grą aktorską" pana Roberta. Mamy natomiast małe zastrzeżenia do reżyserii: nieco za szybkie było tempo spektaklu. Nie było chwili, nawet dziesięciu sekund, na przeżycie poprzedniej piosenki. Chciało się powiedzieć, chwileczkę panie Reżyserze, trochę spoko! Kojarzył się nam stary dowcip z budowy: majster do chłopaka szybko latającego tam i z powrotem z pustymi taczkami - czego latasz na pusto?. A bo, szefie, tak się śpieszę, że nie mam czasu załadować". Jak zwykle pomysły i poezja AP była pierwszej wody. Niestety, nie wszystkie przerywniki, jakie napisał AP zostały wykorzystane - może stąd to wrażenie nadmiernego tempa?. Piosenka I just called to say I love you była lepsza niż oryginalna, zarówno tekstowo, jak i wykonawczo (chapeau bas pani Doroto!). Zresztą proszę przeczytać: Jak światem świat, jak wiosna bzem Zamiast coolturalnie łzawić Podobni są Zamiast coolturalnie łzawić A poniżej krótki wstęp do spektaklu, jeden z poe-tricków: W kinie : W programie do spektaklu Pani Magda Umer dopisała przy notce biograficznej Andrzeja Poniedzielskiego: "Andrzeja Poniedzielskiego uważam za najzdolniejszego w Polsce - obok Wojtka Młynarskiego - poetę piosenki. Cenię i uwielbiam go od ponad trzydziestu lat. Jednak dopiero od niedawna, gdy zaczęlismy razem pracować, zaprzyjaźniłam sie z nim bardziej. Mamy podobny typ poczucia humoru. Obydwoje jesteśmy wychowani na cudownej twórczości Jeremiego Przybory." W zasadzie się zgadzamy. Wszyscy wymienieni byli Wielkimi Twórcami. Ale ani Wojtek, wspaniały obserwator obyczajowy, ani Pan Jeremi, znakomicie i z niezwykłą kulturą humoru władający piórem, nie mogą się równać w poezji z Poniedzielskim. Tylko Agnieszka Osiecka jest wybitną poetką piosenki, podobnie jak pan Andrzej. Andrzej, który obok poezji, ma wspaniałe umiejętności takiego manewrowania słowami (podobnie jak WM i JP), że słuchacz lub czytelnik jest niemiłosiernie zaskakiwany skojarzeniami, które dopiero po chwili wydają się cudowne. Po prostu trzy w jednym. (...)
Zespół Redakcyjny strony poniedzielskifc.pl - 05.04.2008 r. |